Odbiór dokumentów
Wydawanie zaświdczeń
Ostatnia aktualizacja 5 czerwca 2019 r.
Zawsze się mówi: „Najtrudniejszy pierwszy krok”. I niestety jest to prawda.
Wyjazd do Włoch stanowił dla mnie wielkie przeżycie. Była to moja pierwsza w życiu podróż za granicę. Musiałem zmierzyć się ze wszystkimi swoimi lękami, słabościami, tęsknotą za domem, znajomymi, rodziną i przyjaciółmi.
Moje obawy i lęki minęły, kiedy tylko wylądowałem na Sycylii. Mili i uprzejmi Włosi pomagali chętnie w każdej napotkanej trudności. „Tubylcy nie są tacy źli, a wioska nie taka straszna” – pomyślałem.
Podobne wrażenie odniosłem przekraczając progi biura na uczelni „KORE” w Ennie. Sympatyczni pracownicy pomogli nie tylko mnie, ale także każdej osobie spośród „Erasmusów”. Bardzo szybko włoski optymizm udzielił się całej „mojej grupie”. Mimo że pochodziliśmy z różnych części Europy, to jednak włoski styl bycia i życia wygrywał. Na uczelni zajęcia odbywały się w języku włoskim, więc po powrocie do ojczyzny byłem bogatszy o znajomość tego języka.
Miasteczko Enna, w którym studiowałem, okazało się bardzo urokliwą i piękną miejscowością z mnóstwem zabytków z różnych okresów historii i typowymi wąskimi uliczkami. Enna jest podzielona na dwie części: górną i dolną. Obie zapierają dech w piersiach. W dolnej części miasta znajduje się uczelnia, budynki akademickie i nowa biblioteka multimedialna.
Natomiast w górnej – tam gdzie mieszkałem – tętniło życie. Tam wynajmowałem mieszkanie wraz dwoma innymi „Erasmusami” – dziewczyną z Łotwy i Hiszpanem. Codzienne życie z nowo poznanymi studentami, wspólne zwiedzanie miasta, imprezy, wszystko to sprawiło, że staliśmy się „jedną wielką” międzynarodową rodziną.
Nasze mieszkanie zlokalizowane było w jednym z najwyższych budynków w Ennie. Dodatkowo miasteczko to jest najwyżej położoną miejscowością na całej Sycylii – ponad 1000 m n.p.m. Dzięki temu naprawdę mieszkaliśmy „nad chmurami”, które zatrzymywały się w „moim miasteczku”. Codziennie podziwialiśmy widoki przepięknej panoramy Sycylii. Z okna mojego pokoju obserwowałem dodatkowo niezwykłą scenerię, której głównym punktem był najwyższy czynny wulkan Europy, czyli Etna.
Na przepięknej Sycylii byłem w okresie zimowym. Miałem więc możliwość poznania jej z każdej strony: i tej ciepłej, i zimnej. Pewnego razu w Ennie spadł śnieg, co w innych częściach wyspy się nie zdarza. Na szczęście, bo Boże Narodzenie mieliśmy prawie jak w domu. W związku z brakiem dostępnych świerków i jodełek, razem ze współlokatorami udekorowaliśmy palmę.
W czasie wolnym od studiowania zwiedzałem z przyjaciółmi niezwykłą Sycylię. Przez pół roku mojego pobytu udało nam się zobaczyć północ, wschód oraz południe wyspy. O dziwo, cała Sycylia pełna jest naszych rodaków, którzy na co dzień tam pracują lub przebywają w celach turystycznych. W czasie podróży po północnej części wyspy mieszkałem w hostelu w Palermo prowadzonym przez Polkę. Natomiast w Agrigento, na południu, nocowałem przy samej plaży u Polaka, który pracuje w branży handlowej. Dzięki nim nie zapominałem o Polsce i polskiej gościnności.
Pół roku spędzone na Erasmusie pozostanie dla mnie niezapomniane. To była przygoda życia. Jestem pewien, że kiedyś wrócę na Sycylię. Zostało tam jeszcze wiele miejsc, które chciałbym zobaczyć: wejść na Etnę, zwiedzić kultową miejscowość Corleone – bardzo znaną z filmów „Ojciec Chrzestny”. W czasie pobytu poznałem mnóstwo osób z całej Europy i świata, poznając ich obyczaje i kulturę. Mam nadzieję, że nie była to ostatnia taka moja wyprawa. Jest jeszcze tyle „gór do zdobycia”…